Nikt nas nie oszukał


Wpis komentujący akcję „Oszukane Pokolenie” prowadzoną na Facebook’u
https://www.facebook.com/OszukanePokolenie

Rocznik 1981, więc teoretycznie sam środek oszukanego pokolenia. Przez całe liceum byłem bombardowany dwiema skrajnymi opiniami lansowanymi przez starszych i rówieśników: z jednej strony, żeby studiować, to co się lubi i chce studiować, z drugiej, żeby studiować to, co da pieniądze w przyszłości, nawet jeśli się tego nie lubi. Obie teorie były na swój sposób słuszne, mimo że sprzeczne.

Prawda jest taka, że w połowie lat 90 nikt nie wiedział, co może być fundamentem przyszłego sukcesu – ani dorośli, którzy wychowali się w innym systemie, o innych wyznacznikach sukcesu, ani młodzież, która wiedziała o nowej rzeczywistości tyle, ile powiedział jej wujek z Ameryki, albo reklamy w  telewizji. Gdzieś, ktoś słyszał, że wykształcenie jest podstawą kariery zawodowej w zachodniej Europie, ale jak je zdobywać, co się liczy, jakiego rodzaju powinno to być wykształcenie – nikt nie wiedział. Przyjeliśmy zatem szybką receptę – jakiekolwiek wykształcenie, im bardziej akademickie, tym lepiej, bo pieniądze widzieliśmy w białych kołnierzykach, a nie w pracy inżyniera czy technika.

Ja wybrałem kierunek, który teoretycznie nie dawał mi żadnych szans na godziwą pracę – filologię romańską. Byłem niemal traktowany jak nieudacznik w gronie przyszłych absolwentów prawa, czy marketingu. I może właśnie dlatego zacząłem pracować od drugiego roku studiów, praca w barze, na budowie, gdziekolwiek, bo w założeniu moje studia nie miały mi dać dobrej pracy. Z czasem zacząłem łączyć znajomość języka z pracą fizyczną, później została już tylko praca z językiem, jako tłumacz na budowach. Magistra zdobyłem po 6 latach, bardziej z obowiązku, niż z potrzeby, wrzuciłem do szuflady i leży tam do dzisiaj. Nikt mnie o niego nie pyta – każdemu wystarczy pięć minut rozmowy w obcym języku, żeby miał pewność, że swoją pracę wykonam właściwie. Miałem to szczęście, że nie uwierzyłem w swój dyplom.

Czy ktoś nas oszukał? Nie sądzę. Skąd niby pokolenie wcześniej miało wiedzieć, jak poruszać się w świecie kapitalizmu, skoro sami go nie znali? Podpowiadali nam jak umieli – w dobrej wierze, ale nieumiejętnie, bez doświadczenia, w oparciu o mgliste wyobrażenia tego, jak skonstruowany jest zachodni świat.

Przestrzegałbym przed stawianiem się w takim świetle – Oszukanego Pokolenia. Opisując nasze życie w ten sposób, damy sygnał następnym pokoleniom, że wykształcenie nie jest ważne – a to by doprowadziło tylko do stworzenia kolejnego oszukanego pokolenia, tym razem bez dyplomów. Trzeba przyznać się do błędu – uczyliśmy się za szybko, bezmyślnie, w oderwaniu od celu, jakiemu wykształcenie miało służyć na początku – skutecznej pracy zawodowej. Za cel postawiliśmy sobie dyplom, który powinien być tylko środkiem do celu. I nie umieliśmy się odnaleźć w rzeczywistości, która nie potrzebowała naszych dyplomów, a potrzebowała ciężkiej pracy, kreatywności i ambicji. Nasze ambicje zatrzymywały się na magisterce. To nie jest wina naszego pokolenia – nawet nie wina społeczeństwa, to po prostu bolesna nauczka z której powinni czerpać ci, którzy teraz wchodzą w dorosłe życie.