Kanapowe wojenki


Nie od dzisiaj uważam, że największym problemem naszego kraju jest brak jedności. I nie chodzi tutaj o jednomyślność w poglądach i postawach, bo taka jednomyślność nie jest ani możliwa, ani zdrowa. Chodzi mi o kompletny brak tolerancji względem kogoś kto ma poglądy nie pokrywające się w stu procentach z naszymi. „Agree to disagree” nie bez powodu nie ma sensownego tłumaczenia na język polski. Zgoda co do sposobu spojrzenia na świat musi być taka sama w każdym obszarze, albo odrzucamy czyjeś spojrzenie w całości. Takie podejście wyróżnia nas na tle innych narodów, które nawet przy rozbieżnościach światopoglądowych mają jakieś wspólne punkty odniesienia i wartości – a ich kontestatorzy są pojedynczymi przypadkami.

Taki stan rzeczy bez skrupułów wykorzystują politycy, akcentując różnice, bo to prowadzi do stworzenia sobie żelaznej gwardii ludzi, którzy zawsze poprą nasza partię, nie tyle przez zgodność z naszym światopoglądem, co przez opozycję do poglądów innych. Historia naszej polityki w II RP, to ciąg postępujących po sobie procesów atomizacji poglądów politycznych oraz doraźnych sojuszy skupiających się przeciw jakiejś idei. Trzeba zaznaczyć, że te sojusze są rzadkie i obecnie tylko dwie partie, jedna liberalna, druga konserwatywna, jest w stanie jako tako trzymać się kupy, przy czym i tak coś tam co chwilę im odpadnie i stworzy jakąś Solidarną Polskę czy inną Polskę Razem. Natomiast im bardziej w stronę ekstremizmów, tym większe rozbicie, bo poglądy są coraz bardziej skrajne i postawy coraz mniej kompromisowe.

Na jedną z takich wojenek na wąskiej kanapie trafiłem ostatnio, przyznam rozbawiła mnie złośliwość i zajadłość ludzi, którzy mienią się patriotami i ciągle nawołują do jedności środowisk patriotycznych, przy czym każda próba zjednoczenia owocuje kolejną partią oderwaną od pozostałych – tym samym im więcej się jednoczą, tym bardziej są podzieleni. Chodzi o spór między Marianem Kowalskim i Aleksandrem Jabłonowskim, o którym nie wiedziałem do wczoraj, że istnieje (spór, nie Aleksander). Nie wiem do końca o co chodzi w tym sporze, bo obaj panowie mówią bardzo kontekstowo, jeśli ktoś nie znał wcześniej natury i powodu kłótni, nie jest w stanie dojść o co chodzi, ale uderza właśnie zajadłość i złośliwość. Tu startuje Jabłonowski (przytyki zaczynają się od 19:41)

… a tu odpowiedź Mariana Kowalskiego (cały film)

Co zabawne, widać bardzo duże podobieństwo zarzutów i przytyków, mimo że niby są tak różni. To co mi się udało zidentyfikować:

1 – Zarzuty o bycie Żydem, lub osobą otoczoną Żydami (czosnkowy, koszerny)

2 – Odniesienia do kondycji fizycznej (jeden za bardzo się spasł, a drugi zmizerniał)

3 – Sugestie, że druga strona nie jest niezależna i ulega obcym wpływom (jeden na paski PiS’u, drugi na pasku Rosjan)

4 – I absolutnie żadnych merytorycznych argumentów – tylko złośliwości i przytyki. Co jasno wskazuje, że niechęć jest osobista, nie wynika z wielkich różnic w ideologii

Na marginesie powyższa lista świetnie pokazuje obszary, na punkcie których obaj są wrażliwi :)

Ale wniosek jest jeden: nawet jeśli niezgodność poglądów wynosi jeden procent, to dwóch Polaków o ten jeden procent skoczy sobie do gardła. A teraz zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie, jak Polska by wyglądała, gdyby było dokładnie odwrotnie…