Crowdfunding – zajęcia praktyczne


IMGP1711

Jak wypuścić na rynek nowe czasopismo z grami? Po pierwsze, znajdź jakiś stary tytuł, którego i tak prawie nikt nie kupował (inaczej istniałby do dzisiaj), ale silnie osadzony w świadomości targetu jako kultowy. Nie musisz być właścicielem marki, wystarczy ją wynająć na kilka numerów. Po drugie, odwołaj się do crowdfundingu, zadeklaruj, że chcesz reaktywować kultowy artykuł i każdy może dołożyć swoje parę groszy. WAŻNE – koniecznie crowdfunding, żadnych inwestorów. Ponieważ będziesz potrzebował zarówno funding jak i crowd, o tym za chwilę. Pograsz na emocjach, rzucisz kilka starszych nazwisk wśród redaktorów i ponad 200 kawałków jest Twoje. WAŻNE – zobowiązujesz się do wypuszczenia co najmniej 6 numerów, mimo że prawo do tytułu masz tylko na dwa. Nie przeszkadza, nawet jest koniecznie. Po trzecie, wypuszczasz rzeczone dwa numery, o możliwie najlepszej jakości, ale nie przesadzaj z wydatkami, pieniądze będą Ci potrzebne. Po czwarte, ogłoś, że prawa do tytułu wyparowały, nie wiadomo czemu, przecież często się zdarza, że umowa licencyjna wygasa sobie znienacka, ALE nic straconego, bo masz nowy tytuł, jak stary, tylko lepszy i w sumie nic się nie stało. Żeby nie było, że oszukujesz, to zobowiązujesz się do podesłania złowionemu crowd-owi nowego tytułu jako rekompensatę ZA DARMO (daję bo nie moje), a nawet tym, co się dali złapać na 6 numerów, dajesz jeden gratis. Po co? Ano po to, że nawet najbardziej wydymany klient zajrzy do przesłanego numeru – nie liczyłbym na publiczne zbiorowe palenie podesłanych egzemplarzy. I zobaczy, że rzeczywiście poza tytułem większej różnicy nie ma. A wtedy w głowach 3000 osobowego crowd-u rozpocznie się proces racjonalizacji. Podobnie jak w przypadku naciągniętych na pościel z wełny lamy po 4000 PLN, oni też prędzej uwierzą w jej cudowne właściwości, niż przyznają przed samymi sobą, że zostali wydymani. Przy odrobinie szczęścia, 3000 niezadowolonych klientów zamieni się w obrońców nowego tytułu, w najgorszym przypadku zapomną. Gniew internetu to żywioł gwałtowny, lecz krótkotrwały. A Ty masz 3000 osób potencjalnie zainteresowanych magazynem o grach na swojej liście adresowej.

Podsumujmy, co masz w wyniku procesu:

  • 200 000 PLN
  • 3000 subskrybentów (czasowo wkurwionych ale dobrze sprofilowanych)
  • buzz w internetach (na razie mocno negatywny, ale reklamodawcy spojrzą inaczej – 3000 potencjalnych klientów, sprecyzowany target)
  • ryzyko pozwu zbiorowego – oceniam, dość niskie

Jesteśmy więc wygrani na wszystkich frontach. Odkładając na bok emocje, trzeba przyznać, że to zagranie jest całkiem zręczne. Ostatecznie ryzykują nie swoje pieniądze.


  • Peter Riley

    „którego i tak prawie nikt nie kupował (inaczej istniałby do dzisiaj)”

    Stary Secret Service zakończył działalność z powodu wewnętrznego konfliktu (tak jak teraz) a nie dlatego że się nie sprzedawał.

    • http://tetryk.com/ Tetryk

      Masz rację, tu trochę przerysowałem sytuację.